sobota, 7 lipca 2012

Rozdział 2

Dochodziła północ. Lennon, Sherlock i mała Elizabeth rozmawiali ochoczo przy stole.
- Nie, po prostu nie miała ochoty iść na psychologię wstępną. Nie kręci mnie to - odpowiedziała obojętnie Sherry.
- Tak, dlatego chciałaś pójść do pubu i gdy tylko wyszłaś ze szkoły zaledwie dziesięć metrów zgarnęła Cię policja - dopowiedziała Eli.
- Nie moja wina, że tak mnie nie lubią - odpowiedziała.
- I tak Cię wypuścili, bo zrobiłaś z nich debili, jak zawsze - powiedział roześmiany Lennon.
- Moja wina, że sami się zapętlili. Po prostu drążysz i drążysz aż dochodzisz do powstania czasu i świata, a oni sami nie wiedzą co się do nich mówi i czemu w ogóle Cię złapali - uśmiechnęła się ironicznie.
Usłyszała, że ktoś napisał do niej sms-a. Wyciągnęła telefon. Annie napisała "Gdzie jesteś ? Pewnie u Lennon'a, pisze jedynie bo się martwię. Mam nadzieję, że znalazłaś jakąś sukienkę :)". Sherlock nic nie odpisała.
- Lennon będę musiała się zbierać. Mama się niepokoi - powiedziała i wstała z miejsca.
- Zostań u nas na noc, twoja mama musi się nacieszyć Haroldem - powiedziała mała i złapała ją za rękę.
Dziewczyna nie miała ochoty wracać do domu. Nie potrafiła także odmawiać małej. Kochała Annie i Harry'ego, ale nie miała ochoty ich widzieć w objęciach. Słuchać jakie wspaniałe życie ma słynny Harry Styles, ile to dziewczyn go kocha, nęka i oddałoby dziewictwo, żeby jedynie iść na koncert One Direction. Była dumna z brata i w stu procentach go wspierała, ale nie umiała być z nim tak blisko jak kiedyś. To nie to samo. Stracili to wszystko co mieli.
- Zadzwonię tylko do mamy - powiedziała Sherry.
Wyszła z jadalni i usiadła na schodach. Wybrała numer Anne. Parę sygnałów oczekujących, aż w końcu usłyszała głos kobiety.
- Sherlock ? Coś się stało ? - zapytała zdziwiona.
- Zostaję u Lennon'a na noc, jutro nie pójdę do szkoły najwyżej. Lennon odwiezie mnie do domu jutro z rana, dobrze ? - zapytała się dziewczyna, chociaż z góry znała odpowiedź.
- Tak, Harry chciał się z Tobą przywitać, dać Ci go do telefonu ? - zapytała.
- Nie dziękuję, innym razem. Właśnie, jeżeli chodzi o sukienkę to zamówię jakąś przez internet, nie lubię chodzić po sklepach - powiedziała znudzona, jakby nawet nie chciała słuchać o swoim bracie.
- No, dobra. To do jutra, kochanie. Dobranoc - powiedziała lekko zdezorientowana. 
Mamę rodzeństwa wykańczały ich kłótnie. Jej syn jeszcze chciał coś naprawiać, ale córka widziała beznadziejną sytuację, albo po prostu tak go nienawidziła. Za każdym razem, gdy chłopak wracał do rodzinnego domu było głośno, o wiele za głośno. Wyzwiska, komentarze i wieczne dogryzanie nie miało końca. Nie rozumiała, czemu Sherry tak bardzo zmieniła swoje nastawienie do brata. Zawsze się tak kochali, ale wszystko do czasu. Pstryk i wszystko się zmieniło. Jakby pękła mydlana bańka. Sherlock się rozłączyła. Wróciła do jadalni.
- Zostaję na noc, jeżeli mogę, Lennon ? - powiedziała i zobaczyła uradowaną twarzyczkę małej.
- Pewnie, rozumiem, że do szkoły też nie idziesz ? - zaśmiał się, a Elizabeth przytuliła się do tułowia dziewczyny, bo była jeszcze dość niska.
- I tak jutro mamy dzień otwarty dla rodziców, żeby zobaczyli nasze postępy. Każda klasa pokazuje swoje dokonania. Wieczorem prowadzę Konkurs Talentów. Takie głupoty - powiedziała obojętnie. 
- Też bym nie szedł, chociaż na ten Konkurs to się szarpniemy z El, bo będziesz występować. Mam nadzieję, że dasz czadu ! Tak jak rok temu - powiedział i zaczął zbierać naczynia ze stołu.
Dziewczyny mu pomogły i włożyły brudne rzeczy do zmywarki. Sprzątnęły jak umiały kuchnię. Potem poszły z powrotem do pokoju El. Pościeliły łóżko. Mała dała jej starą piżamę jej mamy. Sherry ściągnęła bluzkę. Elizabeth patrzyła się na blizny na jej lewej ręce tuż nad zegarkiem. Klasycznie pasek z brązowej skóry, miał symetrycznie dwa wycięte koła. Zawsze go miała. Jej biologiczna matka zostawiła go jej w sierocińcu. Założyła szybko zieloną, luźną koszulkę od piżamy. Potem ściągnęła obcisłe czarne rurki i włożyła białe w zieloną kratkę spodnie z miękkiego zmechaconego już pod wpływem lat i prań materiału. Wsunęła się pod kołdrę.
- Czemu się cięłaś, a może dalej tniesz ? - zapytała dziewczynka i weszła obok starszej do łóżka.
- Daje mi to czasem upust złości, sama widzisz, że nie jestem idealna. Daleko mi od ideału - klasnęła dwa razy w dłonie, a światło zgasło.
- Ale Cher, nie powinnaś. Masz tyle, a dalej zachowujesz się jak pięciolatka i robisz rzeczy, których stara Cher nigdy, by nie zrobiła - powiedziała smutna Eli, przytuliła się do idolki, a ta objęła ją mocno.
- Każdy musi się kiedyś zmienić. Niedługo sama nie będziesz chciała mnie nawet znać - powiedziała Sherry i zrobiło się jej przykro.
Sprowadzała dziewczynkę na złą drogę zwierzając jej się ze wszystkiego. Elizabeth wchłaniała każde jej słowo jak gąbka wodę. Lubiła jej słuchać. Jej aspiracją było naprawić całej jej życie. Chciała wrócić dawną Sherry. Brakowało jej takiego autorytetu. Pogodna, energiczna, ludzie ją uwielbiali. Jakby coś pstryknęło i Sherlock zmieniła się w arogancką, dziwną, zamkniętą w sobie, zawsze ubraną na czarno, pomalowana w podobnych kolorach, wredną, niepohamowaną i zbuntowaną nastolatkę. Olewała wszystko, nic ją nie ruszało. Jakby wyzbyła się uczuć. Chociaż dwunastolatka wiedziała, że dalej zależy jej na Annie, Harry'm, Lennon'ie i na niej. Starała się to ukryć, ale choć Eli była mała to znała ją na wylot. Za dużo się nasłuchała mądrości starszej dziewczyny. Czasami miała wrażenie, że jest jej psychologiem, kimś do kogo ma gębę otworzyć. 
Rano Lennon obudził dziewczyny. Podniósł rolety i otworzył okna. Słońce wlało się do pokoju, wleciał także ciepły wiatr. Sherlock lekko potrząsnęła Elizabeth, aby ta się obudziła i wstała.
- Mała, już siódma, za dwanaście minut masz autobus. Nie idę do szkoły, ale panienka musi. Nie spóźniam się, więc Ty też nie będziesz - powiedziała poważnie starsza dziewczyna.
Eli nieprzytomnie wybrała ubrania i poszła do łazienki się "ogarnąć". Sherry wstała i ubrała szybko rzeczy z wczoraj. Związała włosy w kucyk i zbiegła na dół z torbą na ramieniu. Lennon miał w ręku kanapki dla dziewczynki.
- Wsiadaj do busa, Cher. Chwila, gdzie ta mała... El chodź już ! - zawołał ojciec - Ja muszę jechać odwieźć Sherry, zostało Ci osiem minut do szkolnego autobusu, kanapki masz na stole. Pa !
- Ja też idę, do zobaczenia Elizabeth ! Nie spóźnij się, pa ! - wykrzyczała na pożegnanie  starsza.
Razem z mężczyzną panna Walker wsiadła do żółtego autobusu szkolnego. Bez słowa z osiemdziesięcioma kilometrami na liczniku Lennon szybko dojechał pod dom dziewczyny. Ta przytuliła go, podziękowała i pobiegła do domu. Autobus zniknął za rogiem, a ona w drzwiach domu. Zobaczyła czyściutkie białe Converse'y w przedsionku domu. Sama ściągnęła zielone trampki i wbiegła po schodach do swojego pokoju.
Średniej wielkości pokoik na poddaszu o kremowych ścianach z czwórką czarnych głów na jednej ze ścian, a na drugiej dwie pomarańczowe kocie odbicie łapek. Kiedy się tu wprowadziła Annie powiedziała jej, aby przemeblowała pokój tak, żeby czuła się jak w domu. Więc machnęła sobie czwórkę jej idoli na ścianie, czyli The Beatles i znak rozpoznawalny drugiego jej idola, czy Ed'a Sheeran'a. Wszystkie meble w pokoju były w kolorze czarnym. Łóżko było czymś, z czego była dumna najbardziej. Kiedyś, wiedząc, że ściana w jej pokoju jest grubsza niż pozostałe wyrzeźbiła sobie wklęsły prostopadłościan w niej. Potem położyła tam materac. Udekorowała lampkami w gwiazdki i pomalowała czarną farbą ornamenty dookoła. Wyglądało jak "dzieło sztuki nastoletniej", tak to nazywała Anne. Jej biurko było o dziwo czyste. Ktoś musiał tu posprzątać. Na ziemi, także nic nie było. Otworzyła szafę z ubraniami, tam leżały ładnie poskładane jej rzeczy. Na biurku leżał tylko laptop. Lubiła go, był taki jej. Poobklejała go różnymi naklejkami, gdzie była. Rzuciła torbę na łóżko i poszła do łazienki, która była połączona z jej pokojem. Była w podobnym kolorach, co jej pokój. Chociaż nie była ona kremowo-czarna, ale złoto-czarna. Wyglądała majestatycznie. Na lewej ścianie pomieszczenia ciągnął się kamienny blat z umywalką, na całej ścianie było lustro. Prawie na wprost wejścia, w prawym rogu był prysznic o jednej szklanej ściance, obok prysznica była szafka z ręcznikami, kosmetykami i innymi potrzebnymi rzeczami w łazience. Przy prawej ścianie była toaleta i kosz na śmieci i kolejny brudne ubrania. Zrzuciła ubrania i dała je do kosza na brudy. Odkręciła gorącą wodę i weszła pod prysznic. Rozpuściła włosy. Umyła je. Zakręciła wodę, wzięła ręcznik i osuszyła je. Założyła go na głowę. Wzięła szlafrok i założyła na siebie, po czym zawiązała na kokardkę jego pasek. Wyszła z łazienki i podeszła do szafy. Otworzyła jej drzwi na oścież. Po krótkim namyśle wzięła ciemne niebieskie rurki i czarną luźną koszulkę z niebieską głową pantery. Szybko się przebrała. Poszła z powrotem do łazienki i ściągnęła ręcznik. Rozczesała włosy i zaczęła je suszyć. Jej włosy sięgały jej do łokci. Szybko się wysuszyły. Rozczesała je ponownie. Wzięła prostownicę i delikatnie wyprostowała pasma włosów. W końcu spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Wzięła kredkę do oczu i na górnej powiece od środka maznęła czarną kreskę. Mrugnęła oczami i kredka odbiła się na dolnej części oka. Pomalowała rzęsy i wyszła z łazienki. Wyciągnęła telefon z torby i spojrzała na nieodebraną wiadomość od Effie. Jej znajomej z klasy artystycznej, z którą prowadziła Konkurs Talentów Muzycznych, KTM. Dzisiaj wieczorem. Kiedyś były przyjaciółkami, ale Sherry ją odtrąciła. Nie chciała jej ranić. Zauważyła, co przed nią ukrywała. Nie sądziła, że przyjaciółki mają przed sobą tajemnice. A jednak. Ludzie nazywali je zabójczą parą. Effie miała na nazwisko Watson, jak przyjaciel słynnego Sherlock'a Holmes'a.
Gdy sędziowie będą głosować, one będą śpiewać. Wygrały ten konkurs w zeszłym roku, więc zaproponowano im, aby dzisiaj prowadziły całą imprezę, bo zapewne wygrałyby ponownie. Co roku zbierało się tam prawie całe hrabstwo. Szukali młodych talentów. Także tradycją było zmienianie się sędziów. Dopiero na samym Konkursie otwierano koperty i odczytywano jurorów. Trzy znane, najczęściej osoby. Ważne w przemyśle, branży muzycznej.
Za jakieś dwie godziny miała stawić się w szkolnej auli na próbie generalnej. Spojrzała w lustro przymocowane na wewnętrznych stronach drzwiczek szafy z ubraniami. Wydało jej się, że jednak będzie musiała się przebrać na wieczór. Spojrzała do szafy. Wyciągnęła czerwoną sukienkę z dość dużym dekoltem, miała zabudowane ramiona, a z tyłu wycięte plecy w serduszko, a nad nim jakby kokardę, żeby sukienka nie spadała, a serduszko było pełne. Sukienka miała wcięcie w talii i była przed kolano. W czerwonym było jej do twarzy. "Sukienka z dawnych lat" - pomyślała. Jej ulubiona kiedyś. Wyciągnęła także czarne zamszowe szpilki i małą kopertówkę.
Zostawiła ten zestaw na łóżku, wróciła na swoje czarne obrotowe krzesło przy biurku. Ktoś zapukał do drzwi. Sherry powiedziała swoim miękkim tonem "proszę". Mówiła tak, zawsze gdy wracała myślami do tamtych lat. Wezbrało ją lekkie wzruszenie. Do pokoju weszła Annie.
- Ładnie wyglądasz. Idziesz dzisiaj na konkurs, tak ? - zapytała i usiadła na łóżku na przeciwko niej.
- Tak, mogę ubrać tą sukienkę ? - Anne wzięła ją z łóżka i się przyglądnęła dokładnie.
- Lubię ją, będzie Ci w niej idealnie. Czemu nie przywitałaś się z Hazzą ? - zapytała i odłożyła sukienkę, było jej przykro, bo zignorowała brata, który i tak rzadko ich odwiedza, bo ma za dużo na głowie.
- Nie mam ochoty, ani czasu. Muszę jeszcze poćwiczyć piosenkę. Effie mi napisała, że za dwie godziny mam być w szkole, więc zostało mi mniej niż półtorej na wszystko. Ubrania na wieczór mam wziąć ze sobą i tam je zostawić. Przebiorę się tuż przed "wielkim" konkursem - powiedziała ironicznie.
Nic nie robiła sobie z bandy dzieciaków, które uczestniczyły w konkursie. Gdy przystępowała do niego rok temu była zupełnie inna, podekscytowana, pełna niepewności. Teraz miała wrażenie, że już wszystko przeżyła i na pewno by wygrała, gdyby w nim uczestniczyła. Była kiedyś artystką, a teraz jej na tym nie zależało. Tak naprawdę w środku bała się jak rok temu, chociaż tego nie okazywała. Nie chciała, żeby jej uczucia spotkały światło dzienne.
- Sherlock, dobrze wiesz, że on teraz to będzie przeżywał. Co się z wami stało ? Co się stało z moją małą Sherry ? Nie interesujesz się nim, masz gdzieś szkołę, odtrąciłaś nawet Effie ! Widzę, że się troszczysz jeszcze o mnie, ale ja kiedyś odejdę, co z resztą populacji ludzkiej ? - powiedziała i starała się uśmiechnąć, ale miała już łzy w oczach, więc wstała i nie czekając na odpowiedź wyszła z pokoju.
Nie chciała, żeby dziewczyna widziała jej łzy. Sama była na tyle dumna, żeby nie pokazywać emocji przed córką. Jedynie Harry miał trochę wrażliwości i nie bał się, co ludzie pomyślą jeżeli popłaczę się na oczach milionów widzów na całym świecie. Sherlock obróciła się na krześle i udawała, że spłynęło to po niej jak po kaczce. Włączyła komputer i zaczęła szukać sukienki na wesele Michelle Highbrow. Sama nie wiedziała od czego zacząć i jak ma wyglądać. Weszła na stronę organizacyjną jej ślubu. Cała impreza miała być w duchu balu maskowego, ponieważ tak właśnie poznali się państwo młodzi. Zaczęła szukać sukni balowych. Nie podobały jej się, aż w końcu...
- Eureka ! - wykrzyknęła do siebie dziewczyna.
Poczuła natychmiast odrazę do siebie za ten okrzyk radości. Znalazła sukienkę przed kolano, wręcz do połowy uda. Była biała. Cała góra, czyli ten dekolt w serduszko był wysadzany małymi błyszczącymi kamyczkami. W talii było wcięcie i materiał rozchodził się do dołu. Sukienka miała dużą ilość tiulu, więc unosiła się do góry. Sukienka była zwiewna i wprost do tańczenia. Zamówiła ją sobie od razu. Spojrzała na zegarek. Miała jedynie piętnaście minut, żeby znaleźć się w szkole. Napisała Effie, że się spóźni. Autobus jej odjechał, mama musiała ją podwieźć do szkoły. Spakowała ubranie w przeźroczystą torbę na wieczorowy strój. Najpotrzebniejsze rzeczy, jak kosmetyki, telefon, klucze, dokumenty i portfel wsadziła do zielonej torby wraz z tekstem piosenki. Zbiegła po schodach. Weszła do salonu i zobaczyła rozwalonego na kanapie brata.
- Gdzie jest mama ? Muszę jechać do szkoły na próbę, musi mnie ktoś zawieść - powiedziała zdesperowana.
- Nie płacz tak, bo się rozmażesz, księżniczko - wstał z kanapy i poszedł do przedpokoju, wziął klucze z szafki - Mama pojechała do sklepu. Zawiozę Cię, wsiadaj do mojego auta.

8 komentarzy:

  1. Wspaniały jest! :)
    Zapraszam do mnie: www.marylostherlove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny, naprawdę mi się podoba <3
    Czekam na następny.
    Zapraszam do mnie, nowy rozdział : http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki zaraz wpadnę : )
      czasem to mam dość, aż spamu "wejdź na mojego bloga..."
      srutututu, aż masakra, chociaż czasem jak się nudzi to wpadam i czytam całe : P

      Usuń
  3. Nie wiem jak ty to robisz, ale ja zawsze mam niedosyt i chcę więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, na to liczyłam <3 ; **

      Usuń
  4. ejejej ! kiedy nastepny ? ; >

    OdpowiedzUsuń
  5. napisze Ci bardzo szczerze .. na początku nie byłam pozytywnie nastawiona po przeczytaniu prologu i długo zwlekałam z przeczytaniem tych 2 rozdziałów . ale jak już przeczytałam te 2 rozdziały to zakochałam sie w twoim kolejnym opowiadaniu ... mam nadzieje ze bd tak samo wciagajace jak dotad i jak twoje poprzednie + mam nadzieje że bd kontynuacja tych poprzednich *.*
    życze Ci wielu pomysłów do pisania i serdecznie pozdrawiam oraz oczywiscie czekam na nastepny rozdział ! <33
    Twoja fanka ! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham to opowiadanie . jest takie prawdziwe i tak ciekawie piszesz .. :D poprostu super ! :)

    OdpowiedzUsuń